Oława, miasto w którym nie było Niemców. Byli tylko Polacy, którzy na kilkanaście lat przez II Wojną Światową, w wyniku terroru i agresywnej germanizacji, mówili po niemiecku.

Stan ten niektórzy współcześni osobnicy śmią nazywać „wielokulturowością”.

W świetle powyższego, jeszcze w 1896 r., w książce pt. „Schlesien: eine Landeskunde für das deutsche Volk”, niemiecki geograf Joseph Partsch wyraził zadziwienie pisząc:

„trudno zrozumieć, jak mogło się zdarzyć, że na zachodniej stronie rzeki Odry, w dystrykcie Oława i w sąsiedztwie części dystryktu Wrocław i Strzelin mogło przetrwać całkowicie zwarte terytorium mówiących po polsku mieszkańców, które zawiera w sobie wiele ważnych dróg i które rozciąga się na wszystkie strony od wielkiego centrum transportowego jakim jest Wrocław”.

Po wojnie, po tych wszystkich Polakach, niestety utraconych dla Narodu, pozostały stare budynki – należące dziś w dużej mierze do Miasta Oławy – zawierające pomieszczenia, które lokalni urzędnicy określają mianem „mieszkań”.

W takich okolicznościach przyszło mi prowadzić sprawę, gdzie Miasto dochodziło od klientki zapłaty 12.000,00 zł za 10 lat bezumownego korzystania z „mieszkania”, które to wedle wszelkich norm mieszkaniem wcale nie było, lecz miało charakter zapuszczonego strychu – a w którym mogły rezydować nietoperze – przylegającego do jej faktycznego mieszkania – a gdzie „mieszkanie” Miasta wygląda m.in. tak:

Sprawa w I instancji zakończyła się wygraną w 74% (do zapłaty na rzecz Miasta jest 3.100,00 zł z 12.000,00 zł), bowiem Sąd uznał, że do bezumownego korzystania faktycznie doszło, niemniej jednak nie było to korzystanie z luksusów „mieszkania”, oferowanego przez Miasto, przeto stawka za m2 została znacznie zredukowana i odpowiadała najmowi piwnicy.

Ponieważ jednak warto byłoby wyobrazić sobie, jak mogłyby wyglądać luksusy zapewniane przez Miasto na wspomnianym strychu, pozwoliłem sobie dokonać pewnej wizualizacji, jak ów okruch luksusu mógłby wyglądać……